New to Busy?

Historia o tym jak z gorliwego katolika stałem się przeciwnikiem wszelkich religii - temaTYgodnia #17

8 comments

lastprophet
43
2 years agoBusy7 min read

Jest 19 styczeń 2013 roku. Od tego dnia już nic nie wyglądało tak samo jak wcześniej… ale od początku.

Moje dzieciństwo w zasadzie nie wyróżniało się niczym. Chodziłem jak każde dziecko do szkoły, po zajęciach grałem w piłkę z kolegami, a w pochmurne dni grałem w gry na komputerze, albo w szachy z ojcem. Z racji, że pochodzę z bardzo religijnej rodziny to też tak zostałem wychowany, że co niedzielę do kościoła, pierwsze piątki i soboty miesiąca również, oczywiście wszystkie ważne kościelne święta również obowiązkowo, codzienna modlitwa itd. Po prostu wzorowy katolik. Jak już wspomniałem, w pierwsze piątki i soboty miesiąca chodziłem do kościoła ze względu na “obietnicę”, że w chwili śmierci będą przy mnie Jezus i Maryja. Ach, naiwny byłem… Powiem nawet więcej. Byłem po prostu zindoktrynowany na maksa. No może tak prawie na maksa, bo odkąd pamiętam miałem analityczny umysł i we wszystkim szukałem logiki (teraz wiem, że to mnie uratowało). Oczywiście też oglądałem namiętnie reżimową telewizję, bo jednak gdzieś zawsze na rodzinnych spotkaniach przewijały się tematy okołopolityczne. Niebawem jednak miało się to wszystko zmienić.

Jesień 2012

Po jakże emocjonujących wakacjach, w związku z Euro 2012 i olimpiadą w Londynie, poszedłem na studia do Olsztyna. Były to pierwsze miesiące w życiu bez telewizora. Co więcej, przez pierwszy miesiąc nie miałem nawet laptopa. Jedyne “okno na świat” to był mój telefon z małym, nawet jak na tamte czasy, pakietem internetu. To był prawdziwy detoks. Po tym gdy już kupiłem laptopa, znów przeglądałem reżimowe media, tym razem w internecie, czyli Interia, WP, Onet itp., ale już czułem, że “niewidzialna smycz” stała się nieco dłuższa, bo mogłem informacje skonfrontować z komentarzami pod artykułami i tym samym zacząłem kreować swój własny światopogląd. To ja wybierałem co chcę oglądać.

19 styczeń 2013 - Przełom

Styczeń tego roku był dla mnie bardzo ciężki. Studia, na które poszedłem okazały się serią porażek. Do tego stopnia, że nie przystąpiłem nawet do sesji. Gdy tak siedziałem załamany i przeglądałem facebooka, żeby tylko na chwilę nie myśleć o porażkach, które mnie spotkały, natknąłem się na film pt. Wezwanie do przebudzenia. Był to amatorski film dokumentalny o teoriach spiskowych dotyczących m.in. zamach na WTC. Nagle zderzyłem się z jakże odmiennym, od tego z mainstreamu, poglądu na świat. Jak z rozsypanych puzzli zacząłem układać prawdziwy obraz świata (jeszcze mi kilku puzzli brakuje). Ten film to był kamień węgielny mojego przyszłego rozwoju i zmiany światopoglądu o 180 stopni.

Rok 2014

Po porażce na pierwszych studiach i wyciągnięciu wniosków postanowiłem, że muszę spróbować jeszcze raz, ale tym razem w zupełnie nieznanym otoczeniu z dala od rodziny, bo jak coś zaczynać od nowa to z czystą białą kartą, odcinając się od dotychczasowych niepowodzeń. I tak zawitałem do Poznania. Tam bardzo szybko upatrzyłem sobie niedzielne msze dla studentów w duszpasterstwie akademickim przy politechnice. Urzekło mnie w nich to, że w końcu byłem wśród rówieśników, a nie otoczony starymi zgorzkniałymi moherami. Dodatkowo ten stan wzmacniał kościelny zespół studencki, który muzycznie robił dobrą robotę.

Luty 2015

Studia leciały semestr za semestrem, aż nadszedł kolejny kryzys w moim życiu. Kolejny raz uczelnia mnie pokonała, a może sam się pokonałem, tego nie wiem. To był chyba mój największy kryzys jakiego w życiu doświadczyłem. Prawie z dnia na dzień zostałem na lodzie. Miałem w tej sytuacji 2 wyjścia. Mogłem wrócić na tarczy na stare śmieci jako największy przegryw w rodzinie, albo wziąć się w garść i w myśl zasady “do trzech razy sztuka” spróbować ostatni raz zdobyć wykształcenie. Dlaczego o tym wgl piszę? Otóż jak większość z was pewnie wie, kryzysy mają to do siebie, że człowiek musi się na chwilę zatrzymać, przemyśleć swoje dotychczasowe życie, wyciągnąć wnioski i działać. Tak też było w moim przypadku. Postanowiłem, że muszę znaleźć jakąś pracę, ale nie chciałem wracać do swojej rodzinnej miejscowości, więc udałem się do Urzędu Pracy, by otrzymać tzw. bon na zasiedlenie. Formalności trwały ok 2 miesiące, więc miałem sporo wolnego czasu i to spowodowało, że pierwszy raz postanowiłem, że muszę przeczytać Pismo Święte, jak przystało na przykładnego chrześcijanina. To był jeden z kamieni milowych w moim życiu. Czytając Biblię zaczęły się pojawiać sprzeczności z tym co zawsze słyszałem na kazaniach, z tym czego uczyłem się na religii w szkole i w końcu z tym co udało mi się przeczytać w Katechzmie Kościoła Katolickiego, który rzekomo opiera się na Piśmie Świętym.

Październik 2015

To był czas kolejnej zmiany miejsca zamieszkania i rozpoczęcia kolejnych studiów, tym razem zaocznych, bo nie chciałem już tracić czasu na studiowanie dzienne, a przede wszystkim z szacunku dla swoich rodziców nie chciałem już więcej nadwyrężać ich domowego budżetu. To był też moment, w którym ilość sprzeczności i fałszu, które odkryłem w KK była tak duża m.in. spowiedź, kult świętych, kult obrazów, kult maryjny to tylko wierzchołek góry lodowej, iż stwierdziłem, że więcej nie będę chodzić do kościoła i zacząłem szukać prawdy wśród niezależnych grup biblijnych, głównie zielonoświątkowych. W międzyczasie postanowiłem, że dam KK ostatnią szansę. W tym celu nawiązałem kontakt z młodym księdzem z duszpasterstwa akademickiego w Gdańsku. Wybrałem go celowo, bo uznałem, że osoba świeżo po seminarium nie będzie miała tych wszystkich naleciałości co starzy księża i do spraw wiary będzie podchodzić bardziej ideowo. Umówiłem się z nim na spotkanie. No i nie pomyliłem się. Półtorej godziny bardzo merytorycznej rozmowy. Ku mojemu zdziwieniu tenże młody ksiądz przyznał mi w wielu kwestiach rację, co mnie mocno podbudowało, ale z racji tego, że temat nie został jeszcze wyczerpany, umówiłem się na kolejne spotkanie by dokończyć rozmowę. Niestety do niej nie doszło. Nagle się okazało, że musi gdzieś wyjechać na parę dni i po powrocie się odezwie by ustalić termin na dokończenie rozmowy i kontakt się urwał. Na maile nie odpisywał. Przypadek? Nie sądzę… Prawdopodobnie dostał odgórny zakaz takich spotkań i rozmów, co mnie teraz już nie dziwi. Trwałem w takim zawieszeniu, jako wolny chrześcijanin, przez ok. półtora roku, bo nie czułem przynależności do żadnego kościoła, ani grupy biblijnej.

2016

W międzyczasie zainteresowałem się niebocentryzmem, bo wszystkie religie mówiły o Bogu, a tak na prawdę nikt nie był wstanie mi wyjaśnić gdzie on jest i czy wogóle jest. Niebocentryzm w teorii rozwiązywał ten problem. Tak przynajmniej mi się wydawało. Żyjemy wewnątrz Ziemii, a w centrum jest szklana kula, w której mieszka Bóg. Brzmiało to dość logicznie …aż do sierpnia ubiegłego roku

Sierpień 2017

W tym czasie pierwszy raz usłyszałem o 7 Prawach Logosu czyli prawach, które rządzą wszystkim wokół nas (wg. Kybalionu). Przy pierwszym zetknięciu się z prawami Logosu mój umysł zareagował alergicznie, bo burzyły one doszczętnie obraz Boga i świata wykreowany przez systemy religijne jak i również z teorię niebocentryzmu, którego byłem wielkim zwolennikiem. Z czasem jednak gdy zacząłem analizować kolejno poszczególne prawa pod kątem logicznym i następnie konfrontować je najpierw z chrześcijaństwem, a potem również z niebocentryzmem to doszedłem do serii bardzo ważnych wniosków.

  1. Obraz Boga jakiego przedstawiają wszystkie religie z chrześcijaństwem na czele jest fałszywy i wewnętrznie niespójny.
  2. Tzw. życie wieczne po śmierci, które propagują religie jest fikcją. Mamy wieczną duszę, a po śmierci inkarnujemy w kolejne wcielenie, by doskonalić naszą duszę.
  3. Religie są tworzone po to by kontrolować ludzkość i utrzymać ją w niewiedzy otaczającego ją świata.

Dopiero po poznaniu i zrozumieniu tych praw doszło do mnie, że religie łącznie z chrześcijaństwem tak na prawdę nie mają z Bogiem nic wspólnego. Jest to jedynie system do kontroli społeczeństwa w myśl zasady “dziel i rządź”, który prowadzi jedynie do degeneracji człowieka, a ostatecznie do unicestwienia go za pomocą wojen i fanatyzmu religijnego.

Na sam koniec chciałbym zaznaczyć, że NIE JESTEM ATEISTĄ, ale jednocześnie jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek religii.


WOLNOŚĆ WYNIKA Z WIEDZY

Comments

Sort byBest